GMINA MAŁDYTY. Jedni świętują dożynki, a w Sambrodzie rolnicy pokazują, że tradycję można podkręcić o kilka obrotów. Traktożynki, czyli święto gospodarzy na kołach, po raz drugi zgromadziły mieszkańców sołectwa i gości na wspólnej zabawie.

Za organizacją stoi m.in. sołtyska Samrodu Dorota Kalista oraz kreatywni mieszkańcy sołectwa. I trzeba przyznać: to był strzał w dziesiątkę.
Druga edycja Traktożynek rozpoczęła się od uroczystej mszy. Potem było już bardziej… traktorowo. Kolumna specjalnie przystrojonych maszyn ruszyła w korowodzie na plac sołecki. Jeśli ktoś sądził, że ciągnik służy wyłącznie do pracy w polu, Sambrod udowodnił, że może też robić za całkiem efektowny pojazd paradny.
Na scenie powitano mieszkańców i gości, a Starostowie Traktożynek wraz z wójtem gminy Małdyty podzielili symboliczny chleb. Był to prosty, ale ważny gest – znak wspólnoty, tradycji i wdzięczności za rolniczy trud.
Potem scena należała do muzyki. Lokalni artyści oraz zespoły Jurga Folk i Blue Band zadbali o to, żeby nikt nie patrzył na zegarek z myślą o powrocie do domu.
O podniebienia uczestników zatroszczyło się KGiGW Sambrodzianki. Było domowo, konkretnie i smacznie – czyli dokładnie tak, jak powinno być na wiejskim święcie.
Organizatorzy nie zapomnieli również o najmłodszych. Dzięki współpracy z GOPS Małdyty dzieci uczestniczyły w konkursach z nagrodami, zajadały popcorn, gofry i watę cukrową, wyszaleć się na dmuchańcu, a nawet zajrzeć do wozu strażackiego.

A na koniec – to, na co wielu czekało najbardziej: zawody traktorów. Były emocje, rywalizacja i sporo dobrej zabawy. Trudno o bardziej naturalne zakończenie imprezy, której bohaterami są rolnicy i ich maszyny.
Traktożynki pokazują, że lokalne święto nie musi kopiować utartych schematów. Wystarczy dobry pomysł, energia i ktoś, kto potrafi zebrać ludzi wokół wspólnej sprawy. Dorota Kalista udowadnia, że sołectwo może mieć własny charakter, własną markę i własny sposób na integrację mieszkańców.




